Od zawsze chciałam pisać. Dowodem na to były moje blogi, jak i " Notatki kobiety". Byłam przekonana, że praca redaktorki - to jest właśnie mój kierunek.
Idąc na spotkanie rekrutacyjne, byłam podekscytowana, ale także zestresowana. Do ostatniej chwili zastanawiałam się, czy nie zrezygnować i się zawrócić. Zostałam, odbyłam rozmowę i CHCIELI MNIE!
Moja wewnętrzna mała dziewczynka, aż piszczała i skakała w środku mnie. Spełnienie marzeń i myśl, że to może być początek czegoś ważnego. To otworzy mi drzwi do wielkiego świata.
Spróbowałam, próbny artykuł. Udział w wydarzeniu. Wysłane materiały i CODZIENNOŚĆ.
Bardzo miło wspominam rozmowy z Panem redaktorem. Wręcz mam wrażenie, że uwierzył we mnie bardziej, niż ja sama. I ciągle, gdzieś w głowie słyszałam, jego wypowiedzi " Wierzę, że Pani sobie poradzi".
Warunki współpracy, możliwości rozwoju były bardzo korzystne. Ale ja zaczęłam wszystko dokładniej analizować. To jak w najbliższym roku będzie wyglądać moje życie rodzinne, czy na pewno będę wystarczająco dostępna? Czy na pewno mam na kogo liczyć? A praca naprawdę okaże się tym o czym marzyłam, czy to były tylko moje wyobrażenia?
Mogę powiedzieć, że dniami i nocami biłam się z myślami, co powinnam zrobić. Rozważałam biorąc pod uwagę każdy szczegół. Szczęście moje i moich dzieci. Czy to jest na pewno to o czym chcę pisać. Co jeśli, nie dam sobie rady i stracę swoją stabilność.
Ostatecznie podjęłam decyzję o rezygnacji. Nie była ona łatwa. Ale wiedziałam, że spróbowałam. Czułam wielkie podekscytowanie, ale ta jedna iskierka w kwestii pisanych tematów. To było to co najbardziej mnie powstrzymywało. Czy w tych tematach się odnajdę?
Dziś uważam, że rezygnacja nie zawsze oznacza porażkę. Bardzo się cieszę, że mogłam spróbować, oraz, że otrzymałam taką wiarę i szansę mimo braku doświadczenia. Najcenniejszą lekcją w tym wszystkim, było to, aby próbować nawet jeśli nie spełniamy wymagań.
Gdybym nie dała sobie nawet tej małej szansy, pewnie jeszcze długo zastanawiałabym się: „A co, gdyby?”. Teraz już wiem. I ta wiedza daje mi więcej spokoju.
Pisanie nadal będzie częścią mnie. Wciąż chcę opowiadać historię, poruszać ważne tematy i tworzyć to swoje miejsce.
Nie wiem co będzie w przyszłości. Być może spróbuję podobnie, ale w innych tematykach. A może okaże się, że moje marzenie to pisanie we własnej przestrzeni i na własnych warunkach.
Może właśnie ta przygoda pomaga mi doprecyzować swoje marzenie.
Zdarzyło Ci się zrezygnować, z czegoś o czym marzyłaś? Była to dobra decyzja?
Do następnego !

Tak, też mi się zdarzyło nieraz z czegoś zrezygnować :) Ważne jest to, by umieć w porę się wycofać i nie brnąć na siłę w coś tylko dlatego, że było naszym marzeniem. W końcu nie jesteśmy nieomylni i ciągle się siebie uczymy :D Świetny tekst!
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawe rozważania i myślę, że dobra decyzja.
OdpowiedzUsuńCzasami trzeba zrezygnować z czegoś, by zyskać choćby spokój.
Zaufałam kiedyś intuicji i nie żałowałam.
Powiem szczerze, że bardzo dobrze rozumiem taką decyzję. Czasem człowiek całe lata goni za jakimś marzeniem, a kiedy nagle pojawia się realna szansa, to dopiero wtedy zaczyna widzieć wszystkie „ale” i zastanawiać się, czy to na pewno ta droga. Fajnie, że mimo rezygnacji nie traktujesz tego jako porażki, bo samo spróbowanie często daje więcej niż kolejne lata rozmyślania „co by było gdyby”. Zastanawia mnie tylko, ile osób rezygnuje z czegoś ważnego nie dlatego, że tego nie chcą, ale dlatego, że moment w życiu po prostu nie jest odpowiedni? Może czasem marzenie nie znika, tylko musi trochę poczekać.
OdpowiedzUsuń