Przejdź do głównej zawartości

Posty

Zrezygnowałam z pracy marzeń

  Od zawsze chciałam pisać. Dowodem na to były moje blogi, jak i " Notatki kobiety". Byłam przekonana, że praca redaktorki - to jest właśnie mój kierunek.  Pojawiło się moje wymarzone ogłoszenie, złożyłam aplikację - mimo doświadczenia. Jedyne co miałam, to kurs dziennikarski i pasja blogowania. Wyobraź sobie jaką poczułam radość, kiedy dostałam pozytywną odpowiedź zwrotną.   Idąc na spotkanie rekrutacyjne, byłam podekscytowana, ale także zestresowana. Do ostatniej chwili zastanawiałam się, czy nie zrezygnować i się zawrócić. Zostałam, odbyłam rozmowę i CHCIELI MNIE! Moja wewnętrzna mała dziewczynka, aż piszczała i skakała w środku mnie. Spełnienie marzeń i myśl, że to może być początek czegoś ważnego. To otworzy mi drzwi do wielkiego świata.  Spróbowałam, próbny artykuł. Udział w wydarzeniu. Wysłane materiały i CODZIENNOŚĆ. Bardzo miło wspominam rozmowy z Panem redaktorem. Wręcz mam wrażenie, że uwierzył we mnie bardziej, niż ja sama. I ciągle, gdzieś w głowie ...
Najnowsze posty

Porozmawiajmy o snach

Są takie sny, o których zapominamy od razu po przebudzeniu. Po prostu ich nie pamiętamy, ale są i takie - które zostają z nami na dłużej, niż jeden dzień. Od pewnego czasu zaczęłam trochę inaczej patrzeć na sny. Nie jako przewidywanie przyszłości, czy znaki. Raczej, jak wydobywanie emocji, które na co dzień ukrywamy. Spychamy na dalszy plan, bo życie zwyczajnie nie daje nam czasu, by się nad nimi zatrzymać. Zaczęło się niewinnie o d snu o sztormie. Pomyślałam, że to pewnie moja tęsknota za morzem. Potrafię godzinami patrzeć na fale.  Dopiero po czasie zrozumiałam, że nie chodziło o morze. Sztorm, wzburzona woda, siła nad którą nie da się zapanować.  Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej widziałam w nim swoje życie i decyzje przed którymi stoję. Każdy z nas przechodzi swoje sztormy. Czasem widoczne dla wszystkich, a czasem rozgrywające się tylko w naszym środku.  Z zewnątrz wszystko wygląda spokojnie, a w środku toczy się walka, o której nie wie nikt. Kilka dni później pr...

Campingowe love

  Zaczyna się najpiękniejszy sezon, jaki może być. Lato, wakacje, ciepło i campingi.  Przed założeniem " Notatek kobiety" miałam plan pisania na temat campingów. Jednak skoro to jest tylko letnia część życia, nie ma osobnego profilu - ale ma swoje miejsce tutaj. Jeszcze nie wiesz, ale z campingiem jestem zaprzyjaźniona od najmłodszych lat. To moje najlepsze wspomnienie z dzieciństwa. Jeździłam rok, w rok przez kilkanaście lat. Z dziadkami, w jedno miejsce i to do Stegny, zanim stała się tak znana z tik-toka. Przez lata marzyłam, żeby tam wrócić. Do miejsca, do namiotu, do morza. Rok temu, w końcu się udało. Jako, że to był trudny czas - pojechaliśmy z partnerem sami na weekend. I jak zawsze czułam, że ten jeden camping - to moje miejsce na ziemi - tak teraz czuję to jeszcze bardziej. Ma dla mnie wiele sentymentalnych wspomnień. I chociaż sama Stegna trochę się zmieniła, to camping praktycznie wcale. Poza tym, że ma odnowiony plac zabaw dla dzieci i siłownię pod chmurką. Po po...

Spełnienie

  Nie myślałam, że kiedyś to powiem, ale.. W wieku 28 lat zaczynam uczyć się jazdy na wrotkach. To dla mnie jak spełnienie marzeń z dzieciństwa. Bo chociaż próbowałam jazdy na rolkach, to nigdy jej nie opanowałam. Poza tym daje mi to wspaniały czas z moimi dziećmi, który zostanie w naszych wspomnieniach. Po raz pierwszy podoba mi się coś nawet na początku drogi. Wtedy, kiedy wydaje się trudne. A dzięki temu zrozumiałam, że nigdy nie jest za późno : na naukę, na próbowanie, na spełnianie marzeń. A to wszystko okazuje się... Drogą do mojego spełnienia.  Przez lata w moim życiu nie było miejsca na moje marzenia, pasje i pragnienia. To miejsce zajęło ratowanie innych. Byłam współuzależniona. Stan, w którym tak bardzo skupiałam się na drugim człowieku, że zgubiłam samą siebie. Pamiętam tą wersję siebie, którą byłam. Byłam zmęczona, dlatego nie miałam sił na swoje pasje i marzenia. Dziś cieszę się i jestem ogromnie dumna z siebie samej, że w tym zmęczeniu znalazłam w końcu siłę do w...

To już rok

Minął rok mojej anielskiej i skrzydlatej siły. Wciąż trudno mi uwierzyć, jak ten czas leci. Czasami dostrzegam czego się nauczyłam, a czasami czuję się jakby to było wczoraj.  Od roku jestem inna. A droga do tego miejsca  to był prawdziwy misz-masz emocji i doświadczeń. Przeszłam wiele etapów, zmieniłam się nie tylko zewnętrznie, ale przede wszystkim wewnętrznie. Odzyskałam swoją pasję sprzed lat – blogowanie, które pozwala mi wyrzucić z siebie wszystko to, co każdego dnia tłumione jest wewnątrz. Zrozumiałam także, że w internecie mało mówi się o tym, co najgorszego może nas w życiu spotkać. Przez to często czujemy się osamotnieni w naszym bólu. Ten rok nie był łatwy. Wracając do codzienności i obowiązków, wpadając w ten codzienny wir życia, zrozumiałam, jak bardzo zmieniły się moje priorytety. Cenny stał się dla mnie spokój. Przeszłam przez morze wylanych łez i przez niejedną burzę emocji. Nie zawsze było łatwo, ale zawsze było warto. Sama niedowierzam, że dałam radę. To wyd...

Ludzie widzą ulgę. Nie widzą walki.

Czy tylko moja głowa wraca czasem do starych rozmów, sytuacji i usłyszanych słów w najbardziej przypadkowych momentach? Czasem mam wrażenie, że analizuję za dużo. Ale może właśnie dzięki temu zaczynam dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie widziałam. Tym razem wróciłam myślami do rozmowy o mieszkaniu socjalnym.  Do słów o tym, że „nic nie mam swojego”. Początkowo zabolało mnie głównie to, kto je wypowiedział. Osoba, która sama kiedyś mieszkała w takim miejscu. Ale później, jak zwykle, przyszły głębsze przemyślenia. Bo zrozumiałam, jak często ludzie zauważają moment, w którym komuś zrobiło się chociaż odrobinę lżej.  Widoczna jest pomoc, wsparcie, mieszkanie socjalne. Ale nie widoczna jest droga, która doprowadziła daną osobę do miejsca, w którym tej pomocy potrzebowała. Lata stresu, pracy na etacie, wynajmowanego mieszkania i opiekunki. Wieczory, kiedy liczysz pieniądze i zastanawiasz się, czy wystarczy do następnej wypłaty. To wszystko jest nie widoczne.  Tak samo jak ...

Notatki ze szpitalnych ścian

Szpital zawsze działał na mnie dziwnie, dziwnie usypiająco. Czas tam zwalnia bardziej, niż gdziekolwiek indziej.  Tym razem trafiłyśmy do szpitala przez odwodnienie. Niby "tylko" odwodnienie. Ale każdy rodzic wie, jaki to strach, kiedy dziecko przestaje mieć siłę. Oczy smutniejsze, niż zwykle. Ty próbujesz zachować spokój, chociaż w środku jest zupełnie inaczej. Nigdy nie zapomnę widoku mojej młodszej gwiazdki, kiedy posadziłam ją na szpitalnym łóżku, a ona opadła od razu na plecy. Moja mała biedulka... Nie miała nawet siły, by usiąść.. Normalnie się położyć.. Opadła... Jakbym rzuciła worek..  Od razu trzy kroplówki, jedna po drugiej, które dodawały jej powoli sił.  Dziwna senność, która zawsze dopada mnie w szpitalach. Może to zmęczenie, napięcie schodzące z organizmu. Leżałam z moją gwiazdką i przysypiałam. Wtedy lekko rozbawiła mnie pytaniem: - Mamo, nie śpij.. To ja jestem pacjentem, czy Ty?  Zaśmiałam się.. Mimo zmęczenia i strachu, który po woli odchodził....