Czy tylko moja głowa wraca czasem do starych rozmów, sytuacji i usłyszanych słów w najbardziej przypadkowych momentach? Czasem mam wrażenie, że analizuję za dużo. Ale może właśnie dzięki temu zaczynam dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie widziałam. Tym razem wróciłam myślami do rozmowy o mieszkaniu socjalnym. Do słów o tym, że „nic nie mam swojego”. Początkowo zabolało mnie głównie to, kto je wypowiedział. Osoba, która sama kiedyś mieszkała w takim miejscu. Ale później, jak zwykle, przyszły głębsze przemyślenia. Bo zrozumiałam, jak często ludzie zauważają moment, w którym komuś zrobiło się chociaż odrobinę lżej. Widoczna jest pomoc, wsparcie, mieszkanie socjalne. Ale nie widoczna jest droga, która doprowadziła daną osobę do miejsca, w którym tej pomocy potrzebowała. Lata stresu, pracy na etacie, wynajmowanego mieszkania i opiekunki. Wieczory, kiedy liczysz pieniądze i zastanawiasz się, czy wystarczy do następnej wypłaty. To wszystko jest nie widoczne. Tak samo jak ...
Szpital zawsze działał na mnie dziwnie, dziwnie usypiająco. Czas tam zwalnia bardziej, niż gdziekolwiek indziej. Tym razem trafiłyśmy do szpitala przez odwodnienie. Niby "tylko" odwodnienie. Ale każdy rodzic wie, jaki to strach, kiedy dziecko przestaje mieć siłę. Oczy smutniejsze, niż zwykle. Ty próbujesz zachować spokój, chociaż w środku jest zupełnie inaczej. Nigdy nie zapomnę widoku mojej młodszej gwiazdki, kiedy posadziłam ją na szpitalnym łóżku, a ona opadła od razu na plecy. Moja mała biedulka... Nie miała nawet siły, by usiąść.. Normalnie się położyć.. Opadła... Jakbym rzuciła worek.. Od razu trzy kroplówki, jedna po drugiej, które dodawały jej powoli sił. Dziwna senność, która zawsze dopada mnie w szpitalach. Może to zmęczenie, napięcie schodzące z organizmu. Leżałam z moją gwiazdką i przysypiałam. Wtedy lekko rozbawiła mnie pytaniem: - Mamo, nie śpij.. To ja jestem pacjentem, czy Ty? Zaśmiałam się.. Mimo zmęczenia i strachu, który po woli odchodził....